26 listopada 1918 r.

Aptekarz Stefan Jasiński otrzymał polecenie od księdza Alfonsa Graszyńskiego (proboszcz z Gościeszyna i duchowy przywódca powstania wielkopolskiego na ziemi wolsztyńskiej) do tworzenia Straży Ludowej.
O godzinie 4 po południu pod dozorem policji pruskiej odbyło się zebranie na którym Straż Ludową utworzono. Formacja ta była jednak „iluzoryczna”. Jej członkowie nie posiadali broni, a ich działalność była kontrolowana przez władze pruskie.

Stefan Jasiński

Stefan Jasiński, fot. zbiory D.Wajs

22 grudnia 1918 r.

Stanisław Siuda (ppor. armii niemieckiej) tworzy w Rakoniewicach oddziały powstańcze pod nazwą Towarzystwo Gimnastyczne „Sokół”.

Stanisław Siuda

Por. Stanisław Siuda, fot. zbiory D.Wajs

O godz. 20:00 w lokalu Wawrzyna Leśniczaka zapisuje się 72 ludzi. Obrano prowizoryczny zarząd na czele z prezesem Stefanem Jasińskim, naczelnikiem Stanisławem Siudą i sekretarzem Franciszkiem Brzozowskim.

W skład zarządu weszli ponadto:

  • Stanisław Molski – Z-ca prezesa
  • Jan Żok – Z-ca naczelnika
  • Henryk Kamiński – Z-ca sekretarza
  • Walenty Brzozowski – Bibliotekarz
  • Feliks Brzoza – Radny
  • Wojciech Roszak – Radny
  • Andrzej Rybacki – Radny
  • Ludwik Śledź – Radny
  • Tadeusz Kaminski – Rewizor kasy
  • Władysław Lorenz – Rewizor kasy
  • Władysław Mania – Rewizor kasy

Na zebraniu, które trwało 2 godziny Siuda wyjaśnił w poufnym referacie cel tej organizacji. Nie miał to być tradycyjny „Sokół” lecz drużyna powstańców. Zaznaczył również, iż w najbliższym czasie należy spodziewać się akcji powstańczych. Powyznaczał funkcje i miejsce zbiórki na wypadek alarmu.

26/27 grudnia 1918 r.

O trzeciej w nocy z 26 na 27 grudnia pod dom aptekarza Stefana Jasińskiego przyjechał patrol polski składający się z 5 ludzi. Wśród członków patrolu byli m.in. marynarz Antoni Janus, aptekarz Karwowski i Marian Szermer. Za pomocą dzwonka wywołali oni druha Jasińskiego aby przedstawić mu całokształt Powstania Wielkopolskiego w Poznaniu.

Antoni Janus

Antoni Janus, fot. zbiory D.Wajs

27 grudnia 1918 r.

Z braku możliwości porozumienia się z okolicznymi miejscowościami powstańcy musieli zakończyć pierwszy powstańczy zamiar.
Na skutek pertraktacji prowadzonych przez druhów Żoka, Jasińskiego, Przymuszałę, Manię, Brzozę i Kamińskiego pomiędzy powstańcami w Grodzisku z jednej strony, a dowództwem „Heimatschutz” i „Grenzschutz” w Wolsztynie z drugiej strony, Polacy starając się o wyzyskanie czasu dla przeprowadzenia organizacji drużyn powstańczych, zgodzili się na przyjęcie następujących warunków:

  1. Heimatschutz nie obsadzi Rostarzewa i Rakoniewic
  2. Powstańcy z Grodziska wycofają swoją załogę z Ruchocic, to jest poza granice powiatu wolsztyńskiego,
  3. Strona niemiecka będzie kontrolować utrzymanie neutralności w Rakoniewicach.

1 stycznia 1919 r.

W Wielichowie na Sali Leona Fórmanowicza odbyło się zebranie „Sokoła”, na którym z inicjatywy drogerzysty Marcelego Sławskiego utworzono sekcję sanitarną PCK. Sekcja ta po odbyciu szkolenia sanitarno-ratowniczego, przeprowadzonego przez studenta medycyny Franciszka Rosta oraz sierżanta sanitarnego Józefa Wabińskiego skierowana została 4 stycznia 1919 r. do Rakoniewic w celu utworzenia szpitala polowego.

W Wolsztynie zaostrzono rygory stanu wojennego. Wydano zarządzenia, które miały uderzyć w ludność narodowości polskiej. Landrat von Lucke rozwiązał Radę Robotniczo-Żołnierską oraz wezwał ludność do zdania broni.

Leon Fórmanowicz, Marceli Sławski, Franciszek Rost - Powstańcy Wielkopolscy

Od lewej: Leon Fórmanowicz (fot. www.formanowicz.pl), Marceli Sławski (fot. www.regionszamotulski.pl), Franciszek Rost (fot. www.powstaniewielkopolskie.eu).

2 stycznia 1919 r.

Z Poznania do Grodziska przybywa podporucznik Kazimierz Zenkteler, który został mianowany przez Dowództwo Główne komendantem Okręgu Wojskowego V. W skład okręgu nr V wchodziły powiaty: Międzyrzecz, Grodzisk Wielkopolski, Nowy Tomyśl, Babimost, Śmigiel, Kościan i Leszno.
Na odbytej wspólnie konferencji powzięto decyzję zajęcia Rakoniewic i Nowego Tomyśla, by stworzyć podstawę operacji na Wolsztyn i Zbąszyń.

Kazimierz Zenkteler

Kazimierz Zenkteler, fot. zbiory D.Wajs

W Gościeszynie odbyło się zebranie powstańcze na którym podjęto decyzję o zorganizowaniu transportu broni z Poznania. Wykonania zadania podjęli się bracia Edmund i Marceli Śmierzchalscy.

3 stycznia 1919 r.

Rada Miejska w Rakoniewicach przyznała doradców polskich wybranych przez Radę Ludową w Wolsztynie, w osobach: dla Magistratu druha Stefana Jasińskiego, dla komisarza obwodowego Trąbczyńskiego z Mielęcinka, a jako zastępcę Franciszka Przymuszałę.

3 stycznia 1919 r., godz. 12:00

Stanisław Siuda wraz z 40 powstańcami (inne źródło podaje liczbę 38 powstańców) wyrusza o godz. 12:00 z Grodziska Wielkopolskiego do Rakoniewic. Wyposażenie oddziału stanowią dwa lekkie oraz jeden ciężki karabin maszynowy (tzw. kulomiot).

W Ruchocicach powstańcy dowiadują się od księdza proboszcza Białasa, że Rakoniewice zostały obsadzone przez 30 ułanów z Wolsztyna. Oddział wzrasta do ogólnej liczby 60 powstańców (inne źródło podaje liczbę 50 powstańców), mieszkańców Gnina i Ruchocic. Uzbrojenie powstańców stanowią lekkie karabiny oraz zapas 30 naboi dla każdego.

Ksiądz Paweł Białas z Ruchocic

Ksiądz Paweł Białas z Ruchocic, fot. www.wtg-gniazdo.org

Stanisław Siuda podejmuje decyzję o podziale oddziału na dwie części. Jedna część dostała zadanie przemieszczania się wzdłuż toru kolejowego (Ruchocice-Rakoniewice) w celu przeprowadzenia natarcia od strony rakoniewickiego dworca. Druga część oddziału pod dowództwem Stanisława Siudy miała za zadanie postępować wzdłuż szosy z zadaniem natarcia frontalnego.

3 stycznia 1919 r., godz. 13:00

Rada Miejska (pruska) w Rakoniewicach organizuje o godz. 13:00 zebranie w lokalu Mustra (obecnie budynek mieszkalny – ul. Kościelnej 5) na którym miano zorganizować obronę miasta tzw. obronę beznarodowościową czyli neutralną straż ludową.

Lokal Mustra przy ulicy Kościelnej

Dawniej lokal Mustra, obecnie budynek mieszkalny przy ulicy Kościelnej 5 (zdjęcie wykonane w 2008 r.), fot. zbiory D.Wajs

Na zebraniu tym krótkie przemówienie wygłosił Roman Leśniczak domagając się wyrzucenia z szeregów straży Niemców. Wystąpienie Leśniczaka dało bodźca reszcie Polaków do postawienie się okoniem i lekceważenia władz niemieckich.

Roman Leśniczak Powstaniec Wielkopolski z Rakoniewic

Roman Leśniczak, fot. zbiory D.Wajs

3 stycznia 1919 r., godz. 16:00

Dowiedziawszy się o tym burzliwym przebiegu zebrania Niemcy wysyłają z Wolsztyna do Rakoniewic patrol.
O godz. 16:00 przed Magistrat w Rakoniewicach zajeżdża Grenschutz’u w sile 5 oficerów.

Po porozumieniu się, wraz z burmistrzem udają się na pocztę w celu odcięcia komunikacji telefonicznej z Grodziskiem, a tym samym z Poznaniem.

Dawny budynek urzędu pocztowego w Rakoniewicach

Dawny budynek urzędu pocztowego w Rakoniewicach, fot. zbiory D.Wajs

Planu tego Niemcom nie udało się na szczęście zrealizować. Odwiódł ich od tego niecnego zamiaru zbliżający się od strony Ruchocic oddział pod dowództwem Stanisława Siudy. Na widok zbliżających się Polaków, Niemcy wycofali się w kierunku lasu rostarzewskiego.

3 stycznia 1919 r., godz. po 16:00

Oddział Stanisława Siudy zajął Rakoniewice bez walki. Powstańcy aresztowali burmistrza, zajęli pocztę i obsadzili telefony.
Zamiarem Siudy było przenocować w Rakoniewicach i maszerować następnego dnia z rana na Rostarzewo i Wolsztyn.

W międzyczasie do Rakoniewic przybyła kompania wielichowska, którą do obrony Rakoniewic wezwał telefonicznie ksiądz proboszcz Białas z Ruchocic.

Noc 3/4 stycznia 1919 r.

W nocy z 3 na 4 stycznia 1919 r. do Wolsztyna przybył pociąg Heimatschutzu, który pod osłoną nocy został wepchnięty do parowozowni. Zgodnie z niemieckim planem, pociąg jeszcze tego samego dnia o godz. trzeciej po południu miał wyjechać w kierunku Rakoniewic. Po przejechaniu kilku kilometrów, w lesie pomiędzy Rostarzewem, a Rakoniewicami Niemcy mieli wysiąść z pociągu i z zaskoczenia przeprowadzić akcję na Rakoniewice.

Mimo iż zamiary Niemieckie trzymane był w ścisłej tajemnicy to informacja o nich dotarła do stacjonującego w Rakoniewicach Stanisława Siudy.

4 stycznia 1919 r.

Wobec zamiarów niemieckich Siuda postanowił wystawić posterunki (czaty) i wysłać patrole.

Postój w Rakoniewicach ubezpieczono w następujący sposób:

  • czata pierwsza na skrzyżowaniu toru kolejowego z szosą Rakoniewice – Jabłonna,
  • czata druga z jednym lekkim karabinem maszynowym na dworcu kolejowym zamykała kierunek z Głodna na dworzec Rakoniewice,
  • czata trzecia z ciężkim karabinem maszynowym u wylotu szosy wolsztyńskiej pod krzyżem (tzw. punkt 94), gdzie rozdzielała się droga w prawo na Winnicę;
  • czwarta czata z jednym lekkim karabinem maszynowym w dworze Rakoniewice zamykała drogę Rakoniewice – Tarnowa.

Odwód, uzbrojony w sztucery i broń improwizowaną, ulokowany został na folwarku rakoniewickim, by w razie wdarcia się nieprzyjaciela do miasta uderzyć na niego w strefie zabudowań. Ulokowano tam m.in. cztery drużyny młodszych roczników z Wielichowa, które przybyły wcześniej na wezwanie ks. Białasa z Ruchocic.

Ważna placówka znajdowała się również w willi na dworcu obok ówczesnej fabryki cygar (późniejszej fabryki tektury).

Linia tyralierska ciągnęła się od cmentarza ewangelickiego wzdłuż toru kolejowego poprzez szosę wolsztyńską i kończyła się przy parku dworskim. Na dachu gorzelni znajdował się kulomiot (ciężki karabin maszynowy CKM), który ze względów strategicznych musiano przesunąć na lodownię do parku. Na gorzelni był on bowiem narażony na zbyt duży ostrzał ze strony nieprzyjaciela.

Lodownia w rakoniewickim Parku

Lodownia w rakoniewickim parku (zdjęcie z 2008 r.), fot. zbiory D.Wajs

Patrole wysłane w kierunku Rostarzewa, Głodna i Wioski stwierdziły duży ruch u tamtejszych Niemców. Szczególne „zasługi” w rozwijaniu gorączkowej agitacji przeciwko Polakom wnieśli landrat wolsztyński von Lucke oraz właścicielka ziemska z Wioski hrabina von Schlieffen.

W tym dniu jeden z patroli przechwycił na szosie w drodze do Wolsztyna żyda Leona Kocha, jadącego rowerem w celu sprowadzenia do Rakoniewic sił pruskich. Po przetransportowaniu zdrajcy do Rakoniewic odbył się nad nim sąd doraźny pod przewodnictwem Stanisława Siudy. Ustalono, iż sprawy narodowej krwią żydowską plamić nie wolno i zamiast kary śmierci, winnego skazano na kontrolę osobistą oraz grzywnę w wysokości 1500 mk.
Tolerancja dla zdrajcy była bardzo duża, nosił się on z zamiarem opuszczenia Polski dopiero w 1921 r.

Wieść o zamiarach Niemców rozeszła się w okolicy lotem błyskawicy. Nie tylko Polacy z Rakoniewic, ale i z Grodziska, Śmigla, Wilkowa Polskiego, Krzywina, Gościeszyna i wielu innych miejscowości ogłosili werbunek wszystkich mężczyzn Polaków w wieku od 16 do 60 roku życia. Załoga w Rakoniewicach wzrosła do liczby ponad 400 ludzi. Uzbrojonych w karabiny ręczne było zaledwie 30 procent. Reszta posiadała broń myśliwską, widły, siekiery i sztachety z ogrodzeń lub była nawet zupełnie nieuzbrojona.

Zdarzały się przypadki odkupywania lub zajmowania przez oddziały powstańcze broni palnej od innych obywateli. Tak było np. w przypadku Stanisława Wojciechowskiego gdy 4 stycznia 1919 r. ówczesne władze administracyjne zajęły jego broń myśliwską – belgijską bezkurkową dubeltówkę.

Drużyna rakoniewicka w tym okresie liczyła ok. 80 ludzi, posiadała 18 karabinów i 2 kulomioty – z czego jeden nieczynny. W skład oddziału rakoniewickiego wchodzili m.in. bracia Wincenty (zamordowany w obozie koncentracyjnym Mauthausen w 1942 r.), Franciszek (lekarz) i Stanisław Brzozowscy, Jan Maćkowiak, Stefan Nowak, Stefan Wujec, Ignacy Todek, Stanisław Kominowski, Feliks Mania, Władysław Mania, Ludwik Żak (kowal) i jego młodszy brat Józef, Stanisław Myssak, Aleksander Morkowski i jego brat Stefan, Brunon Nitschke, Marcin Wielgosz, Walenty Ratajczak, Jakub Lemańczyk, Jan Adamczak, Władysław Breszyk, Bronisław Buda, Walenty Kubala, Józef Kortus, Bolesław i Franciszek Szymańscy (bracia Stanisława Szymańskiego), Ignacy Niedzielski, Jan Mądry, Stefan Mały, Henryk Kamiński, Jan Żok i wielu innych.

4 stycznia 1919 r., godz. 8:00

Patrol wysłany w kierunku Rostarzewa zameldował, że w stronę Rakoniewic maszeruje kolumna niemiecka w sile jednego baonu.

4 stycznia 1919 r, godz. 11:00 (12:00)

O godzinie 11:00 (inne źródło podaje godz. 12:00) posterunki wystawione na szosie u wylotu miasta w stronę Wolsztyna zameldowały ukazanie się nieprzyjaciela. Z lasu nad drogą Rakoniewice – Rostarzewo i z lasu od Narożnik zaczęły wyłaniać się tyraliery Niemców w sile; 1 kompanii Heimatschutz’u i kompanii uzbrojonych z Rostarzewa i okolicy oraz 1 kompanii 10 pułku ułanów z Celichowy (Sulechowa). Siły te będąc słabo obstrzeliwane, szybkim i skokami zbliżały się do miasta.

Tymczasem odgłosy strzałów usłyszeli wielichowianie. Komendant Bobkiewicz natychmiast zarządził zbiórkę drużyny i alarm zaprzęgów z wozami. Następnie wezwał telefonicznie do pomocy powstańców z Wilkowa Polskiego, którzy natychmiast wyruszyli w sile około 30 ludzi pod dowództwem Ludwika Nawrockiego administratora tamtejszego majątku.

Porucznik Stanisław Bobkiewicz

Porucznik Stanisław Bobkiewicz, fot. www.powiatwolsztyn.pl

W trakcie tych przygotowań do marszu zjawił się na rowerze Roman Leśniczak z prośbą o pomoc dla Rakoniewic. Na tę wiadomość sierżant Ignacy Górecki krzyknął: „więc wiara naprzód, to się przynajmniej dobrze uzbroimy”. Z Wielichowa do Rakoniewic wyruszyła kolumna 130 powstańców.

4 stycznia 1919 r., godz. po 11:00 (12:00)

Walka rozgorzała na dobre. Stanisław Siuda wobec ukazania się silnej tyraliery niemieckiej od północy, część odwodu z folwarku (tzw. kleingut) przerzucił na środek linii. Oddział ustawiony na zachód od wzgórza zaczął się programowo cofać do pierwszych domów, dając pole do obstrzału ciężkiemu karabinowi maszynowemu, ustawionemu na folwarku. Równocześnie nieprzyjaciel natarł na dworzec kolejowy, a trochę później i na folwark. Atak Niemców wspierały cztery ciężkie i sześć lekkich karabinów maszynowych. Pech chciał, że ciężki karabin maszynowy ustawiony na folwarku zaciął się co wykorzystali Niemcy. Pod ogniem swej broni maszynowej przeszli do szturmu. Udało im się wtargnąć do pierwszych domów, wypierając obrońców do następnych.

Tymczasem z Wielichowa nadciągały posiłki powstańcze. Po dotarciu do Rakoniewic dowodzący drużyną wielichowską Bobkiewicz otrzymał od kaprala Bzyla informację o rzekomym zajęciu przez siły pruskie dworca, folwarku i młyna.

Obrona Rakoniewic wzmocniona posiłkami z Wielichowa przeszła do przeciwnatarcia. Niemcy nie spodziewając się tak gwałtownego ataku ze strony Polaków musieli się wycofać.

W międzyczasie siły pruskie osiągnęły od strony północnej linię szturmową. Półkolem na polach w śniegu widoczne były czarne punkty, główny ich atak na dworzec kolejowy szedł z dwóch stron, pod osłoną wałów i zarośli. Oddział pod dowództwem marynarza Janusa i powstańca Apolinarka (obydwaj z Grodziska), a także I pluton drużyny wielichowskiej pod dowództwem sierżanta Domagały zajął pozycje między wagonami na dworcu kolejowym i zasypał Niemców tak silnym ogniem karabinów i ręcznych granatów, że w popłochu zaczęli się cofać.
Szczególna chwałą w wypędzeniu Niemców z dworca okrył się plutonowy Antoni Janus. Kiedy już nadjeżdżał wóz z Heimatschutz’u (około 10 ludzi uzbrojonych w kulomioty) Janus chwycił dwa rewolwery jednocześnie w obie ręce, wydał z każdego po 9 strzałów na przemian do nich po czym ranił jednego z Niemców. Niemcy w popłochu odwrócili konie, krzycząc „wieder eine neues Maschinengewehrz”. Po czym z największym spokojem odłożył rewolwery i w dalszym ciągu chwytając za karabin celnie strzelał do uchodzącego nieprzyjaciela kładąc trupem jednego z nich.

Atak Niemców został odparty na całej linii. Wycofującego się przez las nieprzyjaciela ścigały oddziały powstańców, aż do zachodniego skraju lasu, gdzie otrzymali ogień z zabudowań cegielnianych na wschód od Rostarzewa.

Zapał obrońców naszego miasta był ogromny. Każdy Polak chwytał za broń, którą z braku innej uważał za najodpowiedniejszą, aby bronić miasto już oddychające pod skrzydłami białego Orła przed nowym ujarzmieniem Prusaków. Pełniący już wówczas funkcję pierwszego polskiego burmistrza aptekarz Stefan Jasiński podał następujący fragment, który dowodzi jaki zapał i gorące uczucie polskości przepełniały serca Polaków pragnących widzieć Ojczyznę wolną, oswobodzoną. Wchodząc do biura magistratu zastał tam tylko jednego powstańca świętej pamięci Stefana Wujca i chcąc jego zatrzymać jako wartę i uzbrojonego stróża akt magistrackich, odpowiedział mu „Pan mnie tu nie zatrzyma, tam gdzie strzelają moje jest miejsce”.

4 stycznia 1919 r., godz. 16:30

Walka ustała o godz. 16:30. Straty niemieckie to 4 zabitych i 15 rannych, a także 1 karabin maszynowy i 40 karabinów lekkich (inne źródło podaje liczbę 6 karabinów) oraz 2000 naboi. Straty wśród obrońców Rakoniewic wyniosły dwóch lekko rannych.

Bój pod Rakoniewicami znakomicie podniósł ducha. Zewsząd zaczęły nadchodzić nowe partie powstańców m.in. kompania stęszewska pod dowództwem podporucznika Szyftera, wielkołęcka-kamieniecka pod dowództwem podporucznika Eckerta i porucznika Nieboraka oraz kompania krzywińska, którą prowadził Metody Stelmachowski, a także oddział kościański tzw. „Kościańska Rezerwa Skautowa” pod dowództwem Józefa Kamińskiego. Oddział składający się z harcerzy, którego zadaniem po przybyciu do Rakoniewic było rozbrajanie kolonistów niemieckich w okolicznych wsiach.

W tym samym dniu w Rakoniewicach utworzony został staraniem pań z Czerwonego Krzyża z Wielichowa i Rakoniewic wzorowy szpital wojskowy z dr Rostem i 7 panienkami z niejaką Wandą Wabińską na czele. Oddział ten zakwaterował się w hotelu Beckera. Podkreślić należy, że warunki tej placówki były bardzo niepomyślne. Właściciel hotelu Niemiec, nie dostarczył nawet przegotowanej wody od obmycia ran. Szpital w następnych dniach stycznia został przeniesiony do dworu Czarneckich.

Hotel Beckera w Rakoniewicach dawniej i dzisiaj

Hotel Beckera w Rakoniewicach dawniej i dzisiaj, fot. zbiory D.Wajs

Bardzo czynnie i ofiarnie współpracowali z powstańcami i oddziałami Czerwonego Krzyża aptekarzostwo Jasińscy z Rakoniewic. Dom ich był przez dzień i noc otwarty dla wszelkiej pomocy. Poza tym rodzina Leśniczaka, Świetlewskiego i Budy pomagała ofiarnie w wyżywieniu i zakwaterowaniu powstańców.

Chorymi i rannymi opiekowali się dr Rost i dr Stęszewski z Wielichowa, dr Owsiany i dr Michał Kamiński z Rakopniewic. Jako sanitariuszki Czerwonego wyróżniły się gorliwością w pracy: Maria Siudzińska, Stanisława Rogozińska, Zofia Krajewska, Maria Kalinowska i Seweryna Ziętkówna. Na pierwsze najniezbędniejsze wyposażenie Czerwonego Krzyża oddał bezpłatnie ze swojego składu drogeryjnego Marceli Sławski z Wielichowa około 140 bandaży, 80 paczek waty, jodynę, karbol, octan-glinki i wodę utlenioną. Ponadto bezpłatnie dostarczał lekarstwa aptekarz Stefan Jasiński z Rakoniewic.

Doktor Ksawery Rost

Doktor Ksawery Rost, fot. www.powstaniewielkopolskie.eu

Jako kapelani wojskowi zgłosili się natychmiast ksiądz proboszcz Graszyński z Gościeszyna, ksiądz proboszcz Siuda (brat ppor. Stanisława Siudy) z Proch, ksiądz proboszcz Różycki z Gnina i ksiądz wikary Forecki z Wilkowa Polskiego.

Ksiądz Alfons Graszyński

Ksiądz Alfons Graszyński z Gościeszyna, fot. www.powiatwolsztyn.pl

4 stycznia 1919 r.

Komendant drużyny wielichowskiej Bobkiewicz, po porozumieniu się z podporucznikiem Stanisławem Siudą, wysłał w kierunku Rostarzewa dwa zwiady. – jeden wzdłuż toru kolejowego, a drugi wzdłuż szosy przez las. Zadaniem ich było ustalić, jak daleko nieprzyjaciel się wycofał i czy względnie jakie siły zajęły Rostarzewo.

4 stycznia 1919 r., godz. 19:30

Zwiad pierwszy pod dowództwem kaprala Mariana Cachy w skład, którego weszli ponadto: Władysław i Antoni Kmiecik, Stanisław Matyaszczyk, Władysław Talarczyk i Kazimierz Bzyl miał za zadanie przemieszczać się wzdłuż toru kolejowego. Gdy dotarł do zabudowań pod lasem od gospodarza Polaka dowiedział się, że Niemcy w sile około 60 żołnierzy, 3 lekkich i 1 ciężkiego karabinu maszynowego wycofali się z bitwy pod Rakoniewicami i byli w Rostarzewie. Wobec tego powstańcy posuwali się dalej w kierunku na cegielnię. Na wysokości leśniczówki i miejscowości Józefin otrzymali ognia z lekkich karabinów maszynowych od strony pierwszej cegielni. Nie wdając się w walkę, dowódca wycofał patrol do miejsca wyjściowego i złożył podporucznikowi Siudzie meldunek. Było to około godziny 19:30.

4 stycznia 1919 r.

Zwiad drugi pod dowództwem sierżanta Góreckiego w składzie: Józef Kaletka, Edmund Napieralski, Nijaki, Jan Humerczyk, Stanisław Gindera, Stanisław Kominowski, Feliks Mania, Wincenty Brzozowski, Leon Tata i Kazimierz Grześ przemieszczał się rowem wzdłuż szosy Rakoniewice-Rostarzewo. Gdy patrol dotarł do cmentarza przed Rostarzewem, Kominowski – który pełnił rolę przewodnika – zauważył w rowie obok cmentarza posterunek niemiecki. Zamiast poczekać na pozostałych członków zwiadu postanowił wziąć sprawę w swoje ręce. Nie przewidział, że oprócz posterunku, Niemcy ubezpieczyli wlot do Rostarzewa silną placówką z karabinem maszynowym. Zanim się zorientował został już otoczony przez nieprzyjaciela i wzięty do niewoli. Pozostali członkowie patrolu z powodu przeważających sił niemieckich byli zmuszeni wycofać się do Rakoniewic.

4 stycznia 1919 r., godz. wieczorem

Wieczorem tego samego dnia, w mieszkaniu państwa Jasińskich odbyła się narada wojenna. Uczestniczyli w niej podporucznik Zenkteler, który objął dowództwo nad całością załogi stacjonującej w Rakoniewicach i podporucznik Siuda, sierżant Bobkiewicz, powstaniec Ludwik Nawrocki, ksiądz kapelan Sztukowski i lekarz dr Rost z Wielichowa oraz kilku innych. Na posiedzeniu tym uzgodniono plan akcji na Wolsztyn w dniu następnym – 5 stycznia 1919 r.

5 stycznia 1919 r.

Ppor. Siuda w nocy z 4 na 5 stycznia wysłał gros swoich sił przez Gościeszyn na Wolsztyn, a sam z bardzo małym oddziałem wyruszył 5 stycznia o godzinie 5 rano z dwóch stron na Rostarzewo, które dzięki fortelowi wojennemu bez oporu zajął i tem samem oswobodził bezpośrednio drogę do Rakoniewic i Wolsztyna. Zostawiając tam małą załogę wyruszył do Wolsztyna.

Oddziały zdążające z Rakoniewic do Gościeszyna, przyjęto w Gościeszynie entuzjastycznie. Ugoszczono w obszernych salach, p.hrabia Zygmunt Kurnatowski miał przygotowane stoły, a na nich sute posiłki dla obrońców naszej ziemi. Zgłosił się tam do dyspozycji oddział z Gościeszyna w sile około 80 ludzi, lecz broni dla nich już nie było. Poszli, więc z kijami i widłami w ręku. W ataku na Wolsztyn rozpoczynającym się o godzinie 5-tej drużyny Rakoniewickie wsławiły się przy zdobywaniu miasta, broniąc m.in. jedno działo polowe.

6 stycznia 1919 r.

Rannych w walkach o Wolsztyn powstańców przewieziono do Rakoniewic. Szpital rozlokowano wówczas w dworze Czarneckich. Opiekę nad rannymi przejęli lekarze: Michał Kamiński z Rakoniewic i Franciszek Rost z Wielichowa sanitariusz Leopold Wiatrolik z Wilkowa Polskiego oraz sanitariuszki: Rajchowicz, Krajewska i Domagała. Ciężej rannych przewożono na zabiegi chirurgiczne do Poznania. Sanitariuszki z Wielichowa pozostały w Rakoniewicach do końca trwania powstania. Oprócz podstawowych obowiązków do ich zadań należało: organizowanie dla rannych wspólnego czytania prasy, pomoc w pisaniu listów i nawiązywaniu kontaktów z rodzinami, organizowanie występów śpiewaczych.

Pałac Czarneckich w Rakoniewicach

Pałac Czarneckich w Rakoniewicach, fot. zbiory D.Wajs

Ppor. Siuda wysłał do Wolsztyna oddział rakoniewicki. Żołnierze z Rakoniewic wkrótce zmuszeni byli opuścić Wolsztyn i wycofali się do Gościeszyna. Decyzję taka podjęła wolsztyńska Rada Ludowa, która zamierzała dotrzymać porozumienia podpisanego z Niemcami. Siuda rozsyła do oddziałów powstańczych rozkaz nakazujący koncentrację w Rakoniewicach.

7 stycznia 1919 r.

Powstańcy z Grodziska przybywają na polecenie ppor. Siudy do Rakoniewic, i otrzymują rozkaz wyjazdu do Wolsztyna. Po przyjeździe do miasta zastają w nim oddział rakoniewicki, który nad ranem przybył 
z Gościeszyna i oddział wolsztyński. Powstańcy zabezpieczyli Wolsztyn przed spodziewanym atakiem nieprzyjaciela oraz skierowali jeden z oddziałów do Niałka Wielkiego.

Ppor. Siuda internował obywateli Wolsztyna narodowości niemieckiej, m.in. von. Wentzela, von. Luckego – starostę wolsztyńskiego, hrabinę Schlieffen z Wioski. O swoim postępowaniu powstańcy powiadomili dowódcę niemieckiego stacjonującego w Zbąszyniu odpowiedzialnego za internowanie tamtejszych Polaków.

W Wielichowie i najbliższej okolicy trwają ćwiczenia bojowe poszczególnych oddziałów powstańczych. Ich celem jest scementowanie poszczególnych oddziałów, które jeszcze nie brały udziału w walce.

11 stycznia 1919 r.

Atak na Kopanicę

O godz. 1 w nocy oddziały rozdzieliły się. Oddział z Rakoniewic miał uderzyć z Jaromierza na cmentarz w Kopanicy – znajdujący się w południowej części miasta, kompania wielichowska i stęszewska od północy i wschodu a kompania wolsztyńska od strony Żodynia. Oddziały te o godz. 3.00 miały zająć pozycje wyjściowe do ataku, który według planu powinien się rozpocząć o godz. 4.00. Jednak już o 3.20 kompania Tomiaka natknęła się na posterunek niemiecki na przedmieściach Kopanicy (wiatrak) i zmuszona była rozpocząć walkę. Pierwszy posterunek szybkim atakiem został zdobyty prawie bez walki. Powstańcy zdobyli dwa ciężkie karabiny maszynowe. Następnie ppor. Tomiak nie czekając na godz. 4.00 zaatakował następna placówkę niemiecką, którą po krótkiej walce zdobył. Słysząc odgłosy strzałów oddziały stęszewski i wielichowski przystąpiły do ataku. Niemcy odpowiedzieli silnym ogniem karabinowym. Powstańcy wsparci ogniem karabinów maszynowych zbliżali się do miasta. Kompania stęszewska pomimo, że była ostrzeliwania ogniem karabinów maszynowych rozlokowany w Wielkiej Wsi pierwsza wdarła się do miasta. Równocześnie z oddziałem stęszewskim powstańcy z Rakoniewic zaczęli zajmować Kopanicę od południa. Plutony kompanii wielichowskiej (I pluton wraz z jednym lekkim karabinem maszynowym i czterema sekcjami kompanii chobienickiej)o godz. 4.45 zdobyły mosty na kanałach. Następnie I pluton podjął pościg za nieprzyjacielem w kierunku Kargowy. II pluton w rejonie kościoła ewangelickiego napotkał na silny opór. Niemcy zabarykadowali się w kościele i okolicznych domach i prowadzili silny ostrzał z karabinów maszynowych. Na pomoc II plutonowi pospieszył III pluton, wspólny atak zakończył się sukcesem i plutony po wysadzeniu drzwi granatami (Kazimierz Konieczny z Ziemina) opanowały silnie broniony kościół. Powstańcy zdobyli jeden lekki karabin maszynowy i 4 jeńców. W czasie walk o kościół dwóch powstańców odniosło rany. W tym czasie kiedy II i III pluton walczyły o kościół IV pluton zdobywając dom za domem zbliżał się do rynku. Około godz. 6.00 walki w Kopanicy ustały.

Zsynchronizowane podejście na pozycje wyjściowe i równoczesny atak kilku oddziałów przesądził o sukcesie przy minimalnych stratach 1 zabity, kilkunastu rannych. Zdobyto wiele uzbrojenia i sprzętu (14 ciężkich, 8 lekkich karabinów maszynowych, 4 wozy do ckm-ów, 4 jaszcze artyleryjskie z amunicją, 14 koni, 2 duże kuchnie polowe, żywność). Do niewoli dostało się 140 żołnierzy niemieckich.

W domu pastora Otto w Kopanicy powstańcy znaleźli mapy i plany operacyjne Niemców dotyczące zdobycia Wolsztyna.

13 stycznia 1919 r.

Ppor. Siuda na mocy rozkazu otrzymanego od Dowództwa Głównego wydał rozporządzenie zgodnie z którym kompania rakoniewicka pod dowództwem sierż. Żaka wraz z oddziałem kopanickim (mieszkańcy Kopanicy, Żodynia i Jażyńca) obsadziła przyczółek mostowy w Kopanicy, śluzy na Obrze w Jażyńcu. Aby podnieść poziom wody w Obrze zatamowano w Jażyńcu wodę. Dla zatrzymania niemieckiego pociągu pancernego zbudowano barykadę na linii kolejowej Kopanica-Kargowa. Liczebność tego oddziału wynosiła 140 ludzi.

Kompania wolsztyńska i wielichowska stacjonowały jako odwód w Wolsztynie. Dowództwo odcinka wolsztyńskiego mieściło się w Wolsztynie w budynku poczty a następnie w wilii starosty. Dowódcy poszczególnych oddziałów w celu podtrzymania ducha bojowego przeprowadzali parogodzinne ćwiczenia (w miarę sytuacji). Zaopatrzenie dla oddziałów zapewniły w Wolsztynie siostry zakonne oraz cztery kuchnie polowe w terenie. Komendę miasta Wolsztyna przejął ppor. Bobkiewicz, Siuda zajmował się organizowaniem oddziałów powstańczych, organizacją frontu.

21 stycznia 1919 r.

Naczelna Rada Ludowa w Poznaniu ustanowiła tekst roty przysięgi dla Armii Wielkopolskiej.

W obliczu Boga Wszechmogącego w Trójcy Świętej Jedynego ślubuję, że Polsce, Ojczyźnie mojej i sprawie całego Narodu Polskiego zawsze i wszędzie służyć będę, że kraju Ojczystego i dobra narodowego do ostatniej kropli krwi bronić będę, że Komisarzowi Naczelnej Rady Ludowej w Poznaniu i dowódcom, i przełożonym swoim mianowanym przez tenże Komisariat, zawsze i wszędzie posłuszny będę, że w ogóle tak zachowywać się będę, jak przystoi na mężnego i prawego żołnierza-Polaka, że po zjednoczeniu Polski złożę przysięgę żołnierską, ustanowioną przez polską zwierzchność państwową.

25 stycznia 1919 r.

25 stycznia 1919 r. powstańcy wielkopolscy zajęli miasta Babimost i Kargową. Były to najdalej na zachód wysunięte pozycje.

Babimost zajęła kompania chobienicka pod dowództwem sierżanta Józefa Kudlińskiego przy pomocy mniejszych oddziałów powstańczych z Wolsztyna, Siedlca i Rakoniewic. Powstańcom z Chobienic i okolicy już wprawdzie w początku stycznia udało się wkroczyć do Babimostu, lecz z powodu bardzo słabego uzbrojenia po kilku dniach musieli się z miasteczka wycofać.

Kargową zajęła kompania wielichowska, dowodził nią por. Kazimierz Szcześniak. Od chwili wkroczenia aż do 11 lutego panował tam zupełny spokój. Natomiast powstańców w Babimoście często nękał niemiecki pociąg pancerny, który manewrował na linii kolejowej Sulechów – Zbąszyń.

Oddział rakoniewicki sierż. Żaka został przesunięty do Wielkiego Grójca. Stanowił on odwód dla głównych sił znajdujących się w Babimoście.

26 stycznia 1919 r.

26 stycznia 1919 r. żołnierze Armii Wielkopolskiej pod dowództwem gen. Dowbora-Muśnickiego, złożyli uroczystą przysięgę na placu Wilhelmowskim w Poznaniu. Obecnie nosi on nazwę placu Wolności, a miejsce, w którym niegdyś powstańcy składali przysięgę, jest upamiętnione tablicą wmurowana w nawierzchnię placu.

Została zaprzysiężona pierwsza formacja wojskowa – 1 Pułk Strzelców Wielkopolskich. Wręczony został również sztandar, wykonany według wzoru z 1831 roku.

3 lutego 1919 r.

Wieczorem 2 lutego komendant załogi babimojskiej sierżant J. Kudliński naradził się z dowódcami plutonów, na której postanowiono dać nauczkę żołnierzom „Grenschutzu” w Kramsku Nowym. Stacjonowało ich tam wtedy około 800, a dwa kilometry dalej w Kolesinie jeszcze ok. 300. Było ich stosunkowo wielu, gdyż przygotowywali się do głównego ataku przeciwko powstańcom, których zamierzali wyprzeć z Babimostu. Prócz kilkunastu karabinów maszynowych Niemcy mieli do dyspozycji artylerię i pociąg pancerny.

Z załogi babimojskiej wynoszącej ok. 180 ludzi (w tym Rakoniewiczanie), pod osłoną nocy z 2 na 3 lutego 1919 roku wyruszyły cztery plutony powstańców w kierunku Kramska Nowego. Było ich 140 i 4 dowódców. Reszta pozostała w Babimoście. O godz. 4 rano wieś otoczono. Na umówiony wystrzał rakiety powstańcy jak lwy wpadli do wsi. Zawrzała gorąca walka, w której poległo po stronie polskiej, według źródeł niemieckich, 15 osób, a rannych było 30 do 40. Swoje straty określają Niemcy bardzo skromnie, wymieniając jako poległych tylko dowódców von Gladissa, von Kleista, Koeniga i Klosego oraz kilku rannych. Dane te trudno uznać za prawdziwe. Wszyscy zgodnie poświadczają, że poległo 7 Polaków, a wśród nich Stefan Wujec i Ignacy Todek – obaj z Rakoniewic.

Źródła polskie po­dają natomiast, że Niemców poległo 42, oprócz wymienionych oficerów, do niewoli zabrano 47. Trudno ustalić faktyczne straty osobowe Niemców, ponieważ szybko odbili oni Kramsko, zakazali natychmiast po wkroczeniu do wsi wychodzenia mieszkańcom na ulicę pod groźbą strzelania bez ostrzeżenia, a w tym czasie szybko odwozili swoich zabitych i rannych do Klemska i Sulechowa.

W Nowym Kramsku ciężko ranny w brzuch, prawe ramię i szczękę został Feliks Mania, a także Roman Nitschke z przestrzelonym obojczykiem. Obaj Rakoniewiczanie dostali się do niewoli niemieckiej.

Kalendarium – Bohaterowie Powstania Wielkopolskiego